Ponieważ w naszym domu nie za bardzo można znaleźć miecz (no dobra, jest gdzieś jeden świetlny zakupiony podczas grudniowego spaceru po Starym Mieście), to dzieci bawiąc się w Gwiezdne Wojny są zmuszone uruchomić wyobraźnię i kreatywnie wykorzystać to, co akurat mają pod ręką.
Gwiezdne Wojny w wykonaniu Ani i Maćka, tadam! ;)
Gwiezdne Wojny w wykonaniu Ani i Maćka, tadam! ;)
17 stycznia 2016 był śnieg!
I...to by było (prawie) na tyle tej zimy.
Ale...my zdążyliśmy się chwilą nacieszyć. I to jak :).
I...to by było (prawie) na tyle tej zimy.
Ale...my zdążyliśmy się chwilą nacieszyć. I to jak :).
Po lesie w Palmirach włóczymy się tak często, jak tylko pozwala na to czas i pogoda.
To jedno z niewielu miejsc, do których odwiedzenia Maćka nie trzeba w ogóle namawiać. Dlaczego? Bo od czasu, gdy 2 lata temu odkrył tam "osadę" zaskrońców zawsze chce tam wracać, by sprawdzić, czy u nich wszystko po staremu :).
Zawsze zadziwia mnie jak niewiele trzeba dzieciom do dobrej zabawy. Na Słodowcu wystarczy doborowe towarzystwo, piaskownica, kasztanowce i czterolistna niby-koniczyna ;).








































